Chcę dać Ci to,
co mogę dać
czule, czulej, najczulej…
Przerwa Świąteczna… Trwała tak krótko i była tak piękna…
Z pachnącą choinką przystrojoną słomkowymi aniołkami, czerwonymi, wypolerowanymi jabłkami, orzechami owiniętymi w sreberka, cukierkami w kolorowych papierkach, barwnymi jeżykami z bibuły i ogromem bombek. Starych, sentymentalnych, podniszczonych i nowych lśniących i błyszczących. Gdzieniegdzie gałązki rozświetlała nieśmiała lampka, której światełko odbijało się we wszystkich choinkowych świecidełkach. Pod choinką pachniało sianko, a nad stołem na świerkowej gałązce wisiał opłatkowy świat
W korytarzu panoszyła się ogromna jemioła, pod którą pocałował mnie Książę…
To były piękne Święta. Wigilia z rodzicami i Bracikiem. Boże Narodzenie u rodzinki. I Drugi Dzień Świąt… Bracik przywiózł swoją połówkę. A do mnie przyjechał mój Książę… Dwa buziaki na dobranoc, dwa buziaki na dzień dobry… Dwa piękne dni… Mnóstwo cudownych chwil…
Potem Kijów. Osobno
O Kijowie będzie następnym razem.
Wróciłam w sobotę. Do domu. I do Krakowa. Stęskniona i szczęśliwa. Bo to bedzie piękny rok…
Szukaj mnie
cierpliwie
dzień po dniu…
- Co robi mysz jak ma za dużo rzeczy na głowie? - Przytwierdza dodatkową półeczkę.
Już nie pamiętam o czym ostatnio było. A, długi weekend. W Gorcach była mysz.
Pogoda piękna, towarzystwo fajne, tylko góry trochę rozczarowały. No ale wypoczynek aktywny, coby nie było
Potem mysz weszła z czasem na debet i nie może się wygrzebać. Ale wśród tego zabiegania są i plusy, bo nie wszystko ciężką pracą jest ;P Uchylając rąbka tajemnicy, napiszę tylko, że mysz wstępnie przestała narzekać na emigrację wszystkich interesujących facetów na Marsa, w związku z czym Panna M. może nieco odetchnąć, ale ciii… Poza tym z ciekawych rzeczy, to chyba mam gruźlicę, albo zadomowiły się we mnie jakieś ludzio-lubne skrzaty co mnie gilgaja w gardziołko. A w ogóle to jutro zajęcia mam o 10:15 i powinnam już iść spać, bo będę chodzić, jak dziś, z oczami na zapałkach.
Nie po to
z liter wyrastasz,
byś w jednym
skończył słowie… Się dzieje dalej. Moje życie toczy się siłą rozpędu i wychodzi na to, że nabiera coraz większej prędkości. W dniu dzisiejszym (a co, niech zabrzmi patetycznie ;P ) podczas Walnego Zgromadzenia członków Koła Naukowego X w głosowaniu tajnym zostałam wybrana Prezesem w.w. koła. Nie wiem kiedy to się zaczęło, ale już co najmniej od roku słowo „tak” jest najczęstszą odpowiedzią z mojej strony na różne propozycje. I bynajmniej nie mam tu na myśli braku asertywności. Właściwie to dzięki temu w moim życiu zadziało się kilka fajnych rzeczy. I właściwie to dobrze mi z tym. Czasem, w obliczu kolejnych „propozycji”, które mniej lub bardziej bezpośrednio dostaję od życia, przychodzi obawa. Lęk, że już niedługo nie wyrobię na którymś zakręcie. Ale każda rzecz, której się podejmuję i która kończy się sukcesem, dodaje mi wiary, że jest dobrze. Że nie chodzi tylko o to, że to się „samo dzieje”. Że tak właśnie ma się dziać, bo to właśnie ja jestem w stanie sobie z tym poradzić. I kurka, podoba mi się to
Szczęście przyjdzie do mnie w nocy. Kiedy już zamknę powieki na siedem spustów. Usiądzie przy mnie cicho.A ja się nie obudzę. Bo właśnie śnię, by nie pamiętać, że dziś nie przyszło do mnie szczęście. Nim wstanę wzgardzone odejdzie.A ja witając świt znów odurzę się swym oddechem. I przeżyję kolejny dzień. Byle do nocy.
Zaraz trafi mnie szlag! Jak dobrze trafi, to mój komputer przeżyje i nie wyrzucę go przez okno. A nawet jak go wyrzucę to przeżyje, bo mieszkam na parterze. I gdzie tu jest sprawiedliwość??
Światło z kolejnym świtem
ciągle nazywam życiem,
które spokojnie toczy
swą nieuchronność nocy…W moim życiu są ludzie. Ludzie, których spotykam raz, przelotnie. Z którymi zamieniam kilka zdań, do których się uśmiecham, na których patrzę. Ludzie, którzy mówią mi która godzina. Z którymi zatracam się w rozmowach. Ludzie do których się przytulam. Dla których czasem parzę herbatę.Dobrze mi z tymi ludźmi. Kocham ich czas, ich ciepło, ich myśli. Cieszę się, że są. Że uśmiechają się do mnie.Kocham ich za to, że przechodzą przez moje życie. Kocham ich za to, że w nim zostają. Kocham ich za to, że byli, gdzieś są lub kiedyś będą…
Mój świat drży na pajęczynie za krótkich spojrzeń, dogasających słów. A ja chcę zniknąć w sobie. Tak, jak znikałaby brązowa perła otulana zieloną, kolczastą łupinką, gdyby jakiś zegar nakręcić na wstecznym biegu. Ale zegary nie mają wstecznych biegów. Zegary w ogóle nie są podobne do samochodów. I ja znikam w sobie zwyczajnie. Tak zwyczajnie, jak się pojawiłam. Szkoda, że nie umiem znikać w pojawianiu się, a zegary w ogóle nie są podobne do samochodów. Dziś szczelnie otuli mnie ciepły strumień. Odgłosy świata zagłuszy szum kropli roztrzaskujących się o skórę. Granice mojego ciała wyznaczy mapa cienkich, gorących stróżek, spływających do samych stóp. Co z tego, że zegary nie są podobne do samochodów…