Wiosna, znów nam ubyło lat,
Wiosna, wiosna w koło…
Siedzimy sobie z Kocicą i patrzymy jak nam pomidorki rosną. Jak na dwutygodniówki są już całkiem imponujące.





W weekend, w nieśmiałych, wiosennie radosnych promyczkach, po raz pierwszy od prawie pięciu lat miałam okazję zrealizować się we wstępnych pracach ogrodowych zwanych przycinaniem drzewek. Ostatni dzwonek już na nie był. Wieczorem czułam się tak cudownie zmęczona, szczęśliwa i… na miejscu. Nie sądziłam, że tak mi tego brakuje w Grodzie Kraka.
W niedzielę poszperowaliśmy z Księciem trochę na Starociach, czego efektem jest zachwycająca mnie emaliowana miseczka.

Miseczka już niebawem przyjmie kolor wyszperowanego dużo wcześniej czajniczka, gdyż jej aktualna barwa krótko mówiąc do niczego nie pasuje.

Prócz miseczki nalazłam też m.in. spory kawałek pięknej koronki, która już niedługo ozdobi mój prowizoryczny lniany obrus, co uczyni go „prawdziwym” obrusem

Ech, wiosna

